Brunei – kraj sułtana – Agnieszka Narewska

/ / PODRÓŻE, Tomasz Słodki, Tomasz Słodki - Oko Podróżnika

Zmiana prawa w kilka dni, bo Sułtan tak sobie postanowił, warto jednak uważać co się o nim mówi, bowiem co 10 osoba pochodzi z jego rodziny. Zapraszamy na podróz do Brunei, z Agnieszką Narewską…

Uścisnęłaś dłoń sułtana Brunei! I to w dniu jego urodzin!

Tak, w 2011 roku sułtan kończył 65 lat. Celowo wybrałam taki termin, kiedy byłam pewna, że Brunejczycy hucznie obchodzą ten jubileusz. Raz w tygodniu organizowany był festiwal czy festyn, podczas którego pojawiał się sam sułtan, Hassanal Bolkiah.

Byłam na dość standartowym festiwalu sportowym – przeciąganie liny, zawody sportowe, jakieś śpiewy… Na koniec sułtan postanowił podziękować wszystkim. To było dość śmieszne, bo on planował dziękować tym, którzy organizowali ten festiwal. A ja ustawiłam się w rzędzie z dziećmi, które śpiewały podczas festynu. I sułtan uścisnął moją dłoń, mało tego, zapytał, skąd jestem i czy podoba mi się Brunei. – „Tak, bardzo mi się tu podoba” – nie mogłam odpowiedzieć nic innego.

Brunei to tylko 360 000 mieszkańców, z tego co 10. osoba pochodzi z jego rodziny… A obecny sułtan rządzi krajem od lat 60. Dobrze rządzi?

Obywatele Brunei niezmiernie mocno szanują jego osobę, ale również rządy. Jest królem, który robi wszystko, aby mieszkańcom żyło się dobrze. Należy jednak być realistą, są sytuacje, kiedy obywatele nie są zadowoleni, choć niespecjalnie się o tym mówi.

Sułtanat Brunei przeznacza część pieniędzy ze sprzedanego gazu i oleju na edukację. W rezultacie tego, szkoły podstawowe i średnie są darmowe. Szkolnictwo jest obowiązkowe od 5. do 16. roku życia, a edukacja jest po angielsku, chińsku i malajsku.

Czy sułtan robi w swoim kraju, co chce? Ma w końcu dużo pieniędzy, bo w Brunei, zamiast wody płynie ropa, a jeśli ktoś ma dużo pieniędzy, to może z prawem robić co chce. Jak jest w Brunei?

Król ma władzę absolutną, co oznacza, że jest ponad wszystkim. Konstytucja jest napisana tak, że król jest ponad nią. Na pewno może wszystko, ale w granicach własnego rozsądku.
Ciekawa jest sprawa urlopów macierzyńskich. Wpłynęło kilka skarg i król, dosłownie z dnia na dzień, zmienił tu prawo na korzyść kobiet.

Ale są oczywiście sytuacje, kiedy prawo nie jest zmieniane. Takim przykładem są obywatele Filipin, którzy przeprowadzają się do Brunei. Od wielu, wielu lat nie otrzymali prawa wykupu mieszkań. Wygląda to tak, jakby sułtan dbał o dobro tylko swoich.

Czy w ogóle ludzie chcieliby obalić władcę, czy może jest im z nim dobrze?

Nie mam prawa oceniać, ale wydaje mi się, że ludziom tam żyje się na tyle dostatnio, że nie widzą potrzeby zmian. Nawet jeśli nie mają wystarczająco dużo, to sama świadomość, że jest zawsze ktoś, kto pomoże, budzi poczucie dostatku.

Sułtan bardzo chętnie pomaga. Przeznacza mnóstwo pieniędzy na operacje, jeśli takie potrzeby są. Służba zdrowia w Brunei stoi na wysokim poziomie i jest darmowa dla wszystkich obywateli i rezydentów, a sułtan także finansuje zagraniczne operacje, jeśli nie są dostępne w Brunei..

W zasadzie obywatele mają wszystko, co potrzeba do szczęścia: pracę, zarobki, darmową i dobrą służbę zdrowia, darmowe szkolnictwo. Stać ich na samochody. Jeśli byłoby im źle, emigrowaliby do innych krajów. W Malezji poznałam wielu Brunejczyków, którym nie odpowiadał konserwatyzm religijny kraju, nie odpowiadała nuda, która jest tam wszechobecna.

W Brunei jest ropa. Jest bieda?

Wybierając się w podróż do Brunei, niewiele czytałam, uznając, że jest to kraj tak mały, że nie ma potrzeby, aby cokolwiek czytać. Wiedziałam, że jest król, że ma 300 samochodów. Spodziewałam się luksusu na ulicach, złota, pięknych budynków. Brunei odbiega od takiego wyobrażenia. Ludzie są biedni, ulice brudne, miejscowe mamaki (czyli knajpy) są naprawdę w opłakanym stanie.

Kontrastuje to z pałacem, gdzie z dala błyszczy złoto. Przy pięknym słońcu aż razi w oczy, a luksus aż pachnie. Być może to właśnie jest tak ciekawe w tym kraju. Kontrast między tym, co widzimy na ulicach, a tym, co widać, gdy patrzy się w stronę pałacu.

Jak wyglądają budynki w Brunei? Jest ładna architektura?

Niespecjalnie. Budowle nie mogą być wyższe niż najwyższy meczet w kraju, czyli 44 metry. Budynki są niskie, krzywe, unoszący się zapach niespecjalnie zachęca do korzystania z przyulicznych knajpek.

Ciekawym miejscem jest Kampong Ayer, taka lokalna Wenecja. To największa na świecie wioska na wodzie, zamieszkana przez prawie 40 tys. mieszkańców. Nie jest ładna, choć ma już swoją ponad 1000-letnią historię, ale jakoś przyciąga wzrok. Kolorowe domki, na pomostach wylegują się iguany, raz na jakiś czas jakaś małpka przerzuca się gałązkami z drugą. I co dziwne, panuje tam błoga cisza; poza szumem, jaki robią motorówki, panuje taka wieczna sjesta. Na pomostach ludzie myją naczynia, dzieci wiszą w hamakach, mnóstwo osób śpi.

Podróżując wzdłuż wybrzeża Brunei, mijałam fajne i ciekawe wioski. Lokalne domki są często drewniane, na wysokich palach, co chroni przed robactwem. Sama stolica, Bandar Seri Begawan, niespecjalnie przyciąga. Poza pałacem i wioską można nacieszyć oko meczetami. Jeden z nich przyciąga już samą lokalizacją, przy rzece, obok repliki barki. To meczet sułtana Omara Ali Saifuddina. Przepięknie jest, kiedy obserwujemy go o zachodzie słońca. Wówczas to błyszczące złoto odbija się w wodzie, a dźwięki modlitw wciągają w taki trans lewitacyjny…

Wybierając się do Brunei, musimy przestrzegać lokalnych zasad. Jakie one są i czego lepiej unikać, żeby nie popaść w tarapaty?

Bardzo ważne jest dostosowanie się do lokalnej religii i obyczajów. Ważne jest, aby nie mówić i nie pytać o sułtana. Ludzie niechętnie mówią, ale też nie lubią być wypytywani o króla czy jego władzę.
Niezmiernie ważny jest zakaz spożywania alkoholu. Pomimo że prawo zezwala na zakup 4 puszek piwa, nie spotkałam nikogo, kto przemierzałby stolicę trzymając puszkę piwa. Po prostu nie wypada!
Ważnym elementem podróży przez Brunei jest strój. Wypada dbać dłuższe okrycia ramion. Nawet na plażach nie ma mowy o plażowaniu stylu europejskim. Raczej długie spódnice.

To jest mimo wszystko świetna przygoda, taka umiejętność dostosowania się do zasad. Jesteśmy wystawiani na taką małą próbę, a to przecież tylko uszlachetnia i daje nam poczucie, że odnajdziemy się wszędzie tam, gdzie zaakceptujemy lokalną kulturę.

Z Agnieszką Narewską rozmawiał Tomasz Słodki.
Współpraca redakcyjna: Antoni Bojanowski.
Zdjęcia Agnieszki: Patryk Martuś.

Podziel się swoją opinią:
TOP
Udost.